Wychowuje mnie nerida Terma. Co to jest nerida? Sama właściwie nie wiem, wiem tylko że mieszka w morzu i jest duchem. Co do morza to o dziwo mogę w nim oddychać, mogę w nim żyć i jak z niego wychodzę jestem sucha. No to akurat mnie dziwi najmniej, są rzeczy dziwniejsze. Posłałam strzałe w oko potwora, a ten na pół oślepiony odpłynął w głębie morza. Terma mówi że znalazła mnie jak miałam roczek. Byłam sama i bardzo mnie rwało do morza. Kiedy do niego wpadłam nie utopiłam się tylko zaczęłam normalnie pływać. Terma stwierdziła, że jestem heroską (jak kolwiek to dziwnie brzmi) i że musi mnie wychować a jak skończe osiem lat wyśle mnie Obozu Herosów. Osiem lat kończe za trzy dni więc od tygodnia przygotowuje się do drogi na lądzie.
- Akris chodź już - usłyszałam w myślach głos Termy. Popłynęłam do podwodnego domku a właściwie podwodnej jaskini z trzema kamieniami w środku. Jeden kamień był moim łóżkiem drugi Termy a trzeci stołem.
- Wyruszysz jutro - nagle powiedziała Terma. Zdziwiona popatrzyłam na nią.
- Ale Termo nie skończyłam ośmiu lat! - zrozpaczona spojrzałam na neride.
- Dostałam wiadomość że mam cię wysłać szybciej - westchnęła Terma.
- Będzie mi cię brakować Akris bierz plecaczek i ruszaj musisz dotrzeć do Long Island, Nowy York. Pytaj się wszystkich o Wzgórze Herosów może ktoś będzie wiedział gdzie to jest. - pocałowała mnie swoim wodnym pocałunkiem w czoło i uśmiechnęła się smutno.
- Dziękuje Termo... Za wszystko - i wypłynęłam na powierzchnie. Powietrze było suche, ale mi to nie przeszkadzało. Wpadłam między drzewa lasu i pognałam w kierunku najbliższej ulicy. Popatrzyłam na informacje. Byłam w Nowym Yorku więc przynajmniej nie będe miała daleko. Rodziny szły szczęśliwe przez parki i śmiały się głośno. Podeszłam do najbliższej z nich.
- Dzień dobry czy wie państwo gdzie jest Wzgórze Herosów? - mężczyzna spojrzał na mnie dziwnie.
- To na pewno w Nowym Yorku?
- Tak na pewno - kobieta pociągnęła go za ręke i poszli dalej. Idąc dalej ulicą coś przykuło moją uwagę. Trójka nastolatków i dziewczynka miej więcej w moim wieku. Wyglądali na zmęczonych i ewidentnie gdzieś się spieszyli. Podbiegłam do nich.
- Cześć - zwróciłam się do najwyższego z nich. Miał czarne loczki i lekko kuśtykał. Kiedy mnie zobaczył zachłystnął się powietrzem.
- Spadaj mała nie mamy czasu. - powiedziała dziewczyna w czarnych punkowych włosach i ciuchach tego samego stylu. Wkurzona już miałam jej odpyskować kiedy blondwłosy chłopak się odezwał.
- Pachnie morzem - westchnął jakby tęskno, a ten ciemny chłopak zaczął coś mamrotać.
- Wiecie może jak się dostać na Wzgórze Herosów? - zapytałam już lekko poirytowana.
- Właśnie tam idziemy nazywam się Grover, to jest Luke, ta mała to Annabeth, a to Thalia. - odezwał się kuśtykający chłopak.
- Akris, jesteście herosami? - spytałam podekscytowana.
- Ja jestem córką samego Zeusa - Thalia dumnie wypięła pierś do przodu.
- A wy ?
- My nie wiemy - odezwała się poraz pierwszy szarooka dziewczynka - a Grover to satyrn. - uśmiechnęła się nie pewnie.
- Chodzcie szybko bo nas dogonią - i pognaliśmy za Groverem. Biegłam ramie w ramie z Thalią, która co jakiś czas na mnie zerkała. Annabeth i Luke szli zaraz za Groverem, który prowadził wycieczką.
- Skąd wiedziałaś gdzie masz się dostać ? - spytała Thalia.
- Terma mi powiedziała
- Kto to jest Terma ? - zdziwiła się córka Zeusa.
- Nerida. Znalazła mnie jak miałam rok. A za trzy dni skończe osiem lat. - spojrzałam zdezorientowana na Thalie. To nie nirmalne że wychowują mnie neridy? Dziewczyna lekko się uśmiechnęła i pobiegła dalej za Groverem.
- Witajcie - usłyszeliśmy niski głos za sobą. Grover zaklął i powoli się obrócił. Za nami stał największy potwór jakiego widziałam miał spokojnie trzy metry i oczy jarzyły mu się na czerwono.
- Kim jesteś? - warknęłam wyciągając łuk. Thalia popatrzyła na mnie z podziwem.
- Masz coś jeszcze w tym plecaczku ? - wyciągnęłam nóż, miecz i sztylet i podałam każdemu herosowi.
- Jestem twoim koszmarem Akris Johnson - zaśmiał się szyderczo.
- Johnson? Mam na nazwisko Johnson? - zdezorientowana popatrzyłam na potwora. Jednak szybko się zrefleksowałam. Potwór rzucił się na mnie wściekle, a ja wycelowałam strzałe w jego oko. Mój znak rozpoznawczy. Potwór na wpół oślepiony ryknął wściekle. Thalia z mieczem i tarczą( która pojawiła się z nikąd ale była dość przerażająca bo miała głowę Meduzy w sobie) ruszyła na potwora nacierając na niegoi tnąc po nogach i udach. Ja podeszłam do potwora od tyłu zaczepiłam się na jego ręce wskoczyłam mu na kark i posłałam trzy strzały w sam środek głowy. Potwór zawył okropnie i próbował mnie zrzucić z siebie. I wtedy stało się coś dziwnego. Thalia przestraszona odskoczyła od potwora, a Annabeth, Grover i Luke stali i patrzyli na mnie z otwartymi buziami. Ja czułam tylko ciepło, ale kiedy spojrzałam na moje ręce zrozumiałam że płonę i przy okazji stasznie parze potwora, który zatoczył się i upadł. Posłałam jeszcze ostatnią strzałę w jego paszcze i odwróciłam się już nie płonąc do Thalii, Luke'a i Annabeth.
- Nie patrzcie tak na mnie też nie wiem o co chodzi.
- To ja już nie wiem ty jesteś córką Posejdona czy Hefajstosa? - Thalia spytała jakby samą siebie. Ja sama nie wiedziałam, ale podążyliśmy dalej. Dotarlismy do pola truskawek.
- W końcu - westchnął Grover. Zdziwiona spojrzałam na pole truskawek.
- To jest to Wzgórze Herosów? Nie dziwie się że ci ludzie patrzyli na mnie jak na idiotkę - nie tylko ja się dziwiłam Annabeth, Luke i Thalia także patrzyli na Grovera z powątpieniem. Kiedy ucieszony Grover miał nas przeprowadzać przez barierę ( o której wspomniał ) usłyszeliśmy szelest. Odwróciłam się instynktownie i zobaczyłam pięć potworów podobnych do tego którego przed chwilą powaliłyśmy z Thalią.
- Uciekać! Nie damy rady! - wrzasnęłam do nich.
- Musimy ich zabić przynajmniej z dwóch wy uciekajcie ja się nimi zajme ! - Thalia dostała błysku w oczach.
- Nie! Nie możesz zostać sama! - zrozpaczona spojrzałam na córkę Zeusa.
- Miło było cię poznać Akris do zobaczenia - i ruszyła w wir walki a Grover pociągnął mnie, Annabeth i Luke'a do obozu.
- Jak mogłeś Grover! - facet na wózku patrzył karcąco na satyrna.
- Ja...ona...my - jąkał się Grover.
- To moja wina powinnam jej pomóc. - warknęłam do siebie.
- To nie twoja wina Akris. - uśmiechnął się mężczyzna.
- Moja! Mogłam jej pomóc razem dałybyśmy rade! - wrzasnęłam.
- Znałaś ją raptem dwie godziny co ci tak zależy? - warknął Luke. Annabeth siedziała skulona, ale gdy Luke się odezwał spojrzała na niego wściekła.
- Jak możesz Luke! Akris nam pomogła, a ty na nią warczysz?! - widziałam na jej policzkasz łzy.
- Nazywam się Chejron i jestem centaurem. - facet na wózku przerwał nasze kłótnie.
- To bardzo smutne i okropne że Thalia zginęła, ale musimy się z tym pogodzić i iść dalej. Na razie cała trójka trafia do domku Hermesa. Grover zaprowadź ich. Thalia jest z nami duchem. W końcu stała się teraz sosną wzmocnieniem naszej granicy. Zeus się nad nią zlitował. - zdziwiona popatrzyłam na Chejrona.
- Thalia jest teraz drzewem?! - zdruzgotana spojrzałam przez okno na granice. Rzeczywiście tam gdzie przed chwilą było po prostu pole teraz stała tam wielka sosna. Wyszliśmy w czwórkę za Groverem do domku Hermesa. Był on jednym z dwunastu. Na środku stały dwa największe. Jedynka była wielka i potężna zapewne Zeus obok niego Dwójka, za pewnie Hera. Grover zaprowadził nas do domku Hermesa. Wesoły i nic nie wiedzący heros stanął w drzwiach.
- Witajcie nowi herosi! Hermes z przyjemnością przyjmie was w swoich skromnych progach! Nazywam się Hans Jelly i opiekuje się domkiem Hermesa. - nie był od nas o wiele starszy. Miał kręcone włosy w jasnym odcieniu brązu i wesołe złote oczy. Cała trójka ponuro weszła do zatłoczonego domku.
- Macie farta bo na ten sezon mało jest nie uznanych herosów i mało przybyło więc macie swoje łóżka! - zachwycał się Hans. Na kilometr było słychać jego niemiecki akcent. Wskazał na piętrowe łóżko.
- Tu będziecie spały wy dziewczyny, jak macie na imię? - spojrzał na Annabeth i na mnie.
- Annabeth, a to Akris - Annabeth pokazała na mnie ręką a ja tylko zmierzyłam wzrokiem Hansa i weszłam na górne łóżko. Pościel była miękka i łóżko było miękkie więc się zdziwiłam. Jako że byłam przyzwyczajona spać na kamieniu.
- Akris... - usłyszałam szept z łóżka na dole.
- Hmmm - spuściłam głowę i spojrzałam na Annabeth.
- Nie przejmuj się Luke'm on po prostu nie może się pogodzić ze stratą Thalii byli sobie bardzo blisko. - westchnęła i spojrzała na chłopaka, który dzielił łóżko z wychudzonym chłopakiem który patrzył na nas jakby chciał coś zwędzić.
- Rozumiem... Jak myślisz kogo jesteś córką? Nie masz mamy czy taty?
- Ja nie mam mamy. Tatuś nic mi nie mówił a jakiś rok temu uciekłam z domu i spotkałam Luke'a i Thalie. Thalia od razu zauważyła, że jestem podobna do Ateny ale ja tam myśle że będe raczej z jakiś pomniejszych Bogów - westchnęła. Spojrzałam na sufit.
- Ty przynajmniej wiesz że to będzie mama. Ja nie wiem kto jest u mnie w rodzinie śmiertelnikiem. Mój śmiertelny rodzic mnie porzucił jak miałam roczek, ale ja wiedziałam gdzie się udać przynajmnej tak mówiła Terma. Wskoczyłam do morza a ona mnie znalazła i wychowała. - właśnie teraz poczułam narastającą irytacje do mojego śmiertelnego rodzica. Jak mógł mnie zostawić na pastwe losu!
- To chyba jasne że jesteś córką Posejdona.
- A jak wytłumaczysz że cała się paliłam? - wróciłam wspomnieniem do incydentu z potworem. Płonęłam ale nic nie czułam za to trwałe uszkodziłam kark potworowi.
- Nie wiem... Sama nie wiem. Prześpijmy się to był długi wieczór. Dobranoc. - zwinęła się w kłębek i poszła spać.
- Dobranoc - szepnęłam i także zamknęłam oczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz